Przy okazji mojego pobytu w zeszły weekend w Krakowie (z okazji “Nocy linuksożerców“), zostałem poproszony o wygłoszenie prezentacji na temat baz danych. Przed wykładem nie wiedziałem z jaką publiką będe miał doczynienia - jedyna informację jako otrzymałem było że “większość grupy nie jest informatykami”.
Po przyjechaniu na miejsce ( i oporządzeniu się po 20 min. spóźnieniu) szybko przystąpiłem do prezentacji. Okazało się że wykład był prowadzony dla słuchaczy studiów podyplomowych. Ucieszyłem się niezmiernie, ponieważ nie ma nic gorszego niż grupa studentów którzy chcąc, nie chcąc wykład “odbębnić” muszą.
Tutaj sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Grupa reagowała na moje błędy i potknięcia (co oznaczało że słuchali :). Co ważniejsze mogliśmy dyskutować o realnych problemach i procesach z którymi spotykają się w swojej pracy. Dla typowego studenta nie ma większej różnicy między fakturą proforma a fakturą VAT. Dla tych ludzi, którzy od jakiegoś czasu pracują róźnica jest zauważalna odrazu. Dzięki temu nie musiałem się odnośić do jakiegoś wysokiego poziomu abstrakcji w tłumaczeniu, jak to miałem zwyczaj czynić w przypadku wykładów dla studentów.
Nie wiem jak słuchaczy, ale dla mnie wykład ten był bardzo ciekawy. Prawdopodobnie była to zasługa tego że Ci ludzie przyszli tam z własnej woli i chęci nauki, a nie dlatego że “ktoś im kazał”.
Podejżewam że moje wykłady będą znacznie ciekawsze jeżeli będę miał okazje prowadzić je takich grup jak tamta.
Co zaś tyczy się studentów: nie dziwcie się że wykładowca prowadzi “opornie” zajęcia jeżeli widzi że nikogo to nie interesuje. Zamiast ciekawej prezentacji jest zmuszony do prowadzenia nudnego, oderwanego od rzeczywistości “przemówienia”